Zasłona snów

Posted by on 19 lutego 2012 in Psychika | 0 comments

Zasłona snów

Nieświadomość dla Freuda czy Junga jest obszarem przejmującego badania i diagnozy, dla pisarzy i artystów, jak Dostojewski, Kafka, Fellini jest bramą dla wyobraźni, która swobodnie maluje tajemnicze labirynty życia duszy bohaterów. W baśniach, a także w mitach i legendach jest inaczej. Nieświadomość staje się tu samą materią opowieści. Jak w snach. Opowieść baśni i snu opowiada się sama bez pośrednictwa uczonego lub artysty. Dlaczego tak się dzieje? Kto wymyślił baśnie? Jak powstają do życia nasze sny? Do czego służy nieświadomość? Dlaczego upodobała sobie taki sposób wyrażania? Czy nieświadomość należy do nas, czy my należymy do niej? Dlaczego baśnie i sny powtarzają się? W jakiej to sprawie baśnie i sny proszą o głos? Jak obrazy baśni i snów zamieniają się w słowa?

Pytań jest nieskończenie wiele. I wciąż rodzą one nowe baśnie i nowe sny: baśnie oraz sny uczonych i filozofów. Stawianie pytań wynika z naszej postawy poznawczej, która ma naturę konceptualną i intelektualną. Dlaczego w świetle dnia, w

świetle intelektu, baśnie i sny wydają się nam tak ulotne, niezrozumiałe i obce. Sny cóż, sen -mara, Bóg – wiara. A baśnie niech zostaną w pokoju dziecinnym razem z nietrwałymi skarbami , śmieciami, jak wycinanki, obrazki, sznurki, kamyki itp. A jednak pokój dziecinny okazał się miejscem, w którym rozstrzygają się losy świata. Dowiodła tego dwudziestowieczna humanistyka, zrywając bezkompromisowo z czarną pedagogiką, która w podejściu do dzieci postulowała zasadę: przemoc dla ciała i kłamstwo dla ducha. Dowodzi tego nasze codzienne doświadczenie skutków braku miłości w życiu rodzinnym, społecznym, politycznym itp. Zatem pokój dziecinny jest miejscem strategicznym dla przetrwania i zachowania naszego człowieczeństwa. Baśnie zajmują w nim miejsce kluczowe jako nasz duchowy pokarm, który nie da się niczym zastąpić, to pokarm, dzięki któremu rośniemy i dojrzewamy. Razem ze snami jako dziełem nieświadomości jednostkowej baśnie, jako głos nieświadomości zbiorowej, znalazły sobie miejsce w warsztatach humanistów. Miejsce baśni jest więc i w pokoju dziecinnym, i w najszacowniejszych bibliotekach obok takich arcydzieł, jak Homer, Biblia, Szekspir. Baśnie i sny zawierają treści najgłębiej nasze, przez które wyraża się życie naszej duszy gatunkowej, zbiorowej, kulturowej i jednostkowej.
Z materią nieświadomości najlepiej radzą sobie artyści, ponieważ przyjmują jej istnienie jako takie, bez zadawania pytań, jak dzieci, dla których świat baśni jest na wskroś realny: po prostu jest. Artystyczne sposoby dochodzenia do prawdy wiążą się z przeżyciem bezpośrednim, nie zaś zapośredniczonym słowami pojęciami intelektu. Język intelektu jest często naszym więzieniem, zbroją naszego egoizmu. Uczony, teolog, filozof posługują się narzędziem języka. Artysta uwalnia się od języka i dzięki tej, wolności nie musi dochodzić do prawdy. On jej bezpośrednio doświadcza, jak dziecko słuchające baśni. Zygmunt Freud nie raz wyrażał nieskończony podziw dla artystów, takich jak Goethe, Szekspir, Dostojewski i innych, którzy w swoich obrazach światach potrafią celniej ukazać prawdę o życiu naszej psyche niż uczeni w długoletnich, żmudnych badaniach. Przemiana Franza Kafki i inne jego utwory zaczynają się jak baśń. Kafka, bez wstępów i intelektualnych uzasadnień, stawia nas oko w oko z nieświadomością:
„Gdy Gregor Samsa obudził się pewnego rana z niespokojnych snów, stwierdził, że zmienił się w łóżku w potwornego robaka. Leżał na grzbiecie twardym jak pancerz, a kiedy uniósł nieco głowę, widział swój sklepiony, brązowy, podzielony sztywnymi łukami brzuch, na którym ledwo mogła utrzymać się całkiem już ześlizgująca się kołdra.”

Jest to zwięzła, beznamiętna relacja. A jednak za zasłoną prostych, niewyszukanych słów kryje się Coś niewyobrażalnego, coś, co słowa szczelnie zakrywają. To coś jest właściwym bohaterem i przyczyną opowieści. To Coś jest jakąś prawdą, ale jaką prawdą i o czym? Nigdy nie potrafimy tego do końca odgadnąć. Mówimy o niesamowitym Kafkowskim świecie, o jego surrealizmie, profetyzmie, czarnym humorze, o onirycznych wizjach, celności socjologicznej, wrażliwości na ból, ironii, mówimy, że w świecie Kafkowskim jest tylko jeden bohater: samotny Franz Kafka itp. Lecz są to kolejne słowa-zasłony, które oddalają nas od prawdy ukrytej za nimi. Może za zasłoną słów nic nie ma, a raczej jest Nic? Tego również nie wiemy. Tak jak nie wiemy Nic lub wiemy Nic o naszej nieświadomości.
Motyw zakazanej zasłony spotykamy w religiach, w starożytnych misteriach, zapomnianych kultach, ludowych opowieściach, w niesamowitych legendach, w mitach, we własnych snach, wizjach i wspomnieniach, a także w baśniach. Fryderyk Schiller w jednej z poetyckich ballad opowiada o młodzieńcu, który mimo zakazu odsłania welon prawdy i nigdy nikomu nie wyjawia tego, co ujrzał, lecz odtąd: „zgryzota go zżerała do przedwczesnej śmierci”. Wyrocznia z ballady Schillera przestrzega śmiertelnych i grzesznych, czyli nas:
„Nigdy, kto śmiertelny, nie tknie zasłony
aż jej sama nie uchylę,
A kto by się ośmielił podnieść grzeszną rękę
Na świętą zakazaną zasłonę przed czasem, ów
– powiedziało bóstwo –
Ów co? ” Ujrzy prawdę”.

Poeta nie mówi nic więcej. Młodzieniec ujrzał prawdę, której nie potrafił, nie chciał, nie ośmielił się nikomu opowiedzieć. Nie wiemy, co ujrzał młodzieniec za zasłoną, lecz było to Coś lub Nic, co spowodowało jego przedwczesną śmierć.
Przestroga kryjąca się w zakazie uchylania zasłony dotyczy również nas, gdy próbujemy uchylać zasłony oddzielające nas od Wielkiej Pani Nieświadomości: będzie nas zżerać zgryzota aż do przedwczesnej śmierci. Pięknie przestrzega tego napomnienia Milton Erickson, który naucza, że z nieświadomością należy obchodzić się delikatnie i z szacunkiem. Opór, jaki nieświadomość nam stawia, jest sygnałem, że należy wszystko pozostawić na swoim miejscu i raczej zaufać jej niż bezlitośnie się do niej włamywać. Również meksykański szaman Don Juan, przyjaciel Castanedy, uczy swoich adeptów, że wbrew wymogom naszej cywilizacji należy stąpać przez życie delikatnie, nie zostawiając śladów. Lecz baśnie są litościwe dla naszych grzesznych i przedwczesnych zapędów. Spotykamy w nich mnóstwo zakazów: zakaz wstępu do trzynastej komnaty w baśni Dziecko Matki Boskiej, zakaz wstępu do ostatniej komnaty w baśni Wierny Jan, zakaz wstępu do komnaty z 12 trumnami, a także zakaz mówienia i uśmiechania się przez 7 lat w baśni Bajka o dwunastu braciach itd. Lecz jednocześnie złamanie zakazu jest nakazem, progiem do nowego życia, w którym dokona się nasza transformacja duchowa.

Łzy i popioły

Baśń nie tylko koi nasz lęk przed przekraczaniem progów. Unosi za nas zakazaną zasłonę i stawia nas sam na sam z nieświadomością. Czyni to z prostotą i gracją, a jednocześnie oczarowuje nas enigmatyczną przejrzystością i nieodgadnioną jasnością swoich obrazów. Oto początek baśni Kopciuszek:

„Pewnemu bogatemu człowiekowi zachorowała żona umiłowana; czując zbliżającą się śmierć, przywołała do siebie córkę jedynaczkę i rzekła do niej:
– Dziecko ukochane, pamiętaj, bądź pobożna i dobra, a Bóg zawsze przyjdzie ci z pomocą, ja zaś będę patrzyć na ciebie z nieba i czuwać nad tobą.
To rzekłszy zamknęła oczy i umarła…
Dziewczynka chodziła codziennie na grób matki i płakała, a była wciąż pobożna i dobra. Kiedy nadeszła zima, śnieg okrył mogiłę białą chustą, a kiedy z wiosną spłynął, ojciec sieroty poślubił inną kobietę. Druga żona przywiodła z sobą dwie córki, o pięknych i gładkich twarzyczkach, lecz za to o sercach czarnych i zazdrosnych. Dla biednej sieroty rozpoczęły się teraz smutne czasy”.

Uderza nas oszczędny realizm tego baśniowego obrazu. Prosta baśniowa wizja, wypłukana z indywidualnych ozdób i dodatków, dociera do nas bezpośrednio. Jak kamyk polerowany przez wszystkie wody: wody źródła, wody strumieni, wody rzeki, wody morza, dociera wreszcie do brzegu gładki i lśniący. Jest to sposób ujmowania przez baśń tajemniczej strony rzeczy. Praca baśni trwa długo i w ukryciu, w mętnych i przejrzystych wodach, a my dostajemy gotowe dzieło, nieświadomość w czystej postaci, gładką i lśniącą. Widzimy oto dziewczynkę przy umierającej matce. Są to sprawy ostateczne. Coś kończy się uparcie i nieubłaganie. Matka umiera, dziewczynka płacze codziennie na jej grobie. Czy można wymyślić bardziej wymowny obraz wypełnienia się i zakończenia czasu dzieciństwa, gdy byliśmy kochani bezwarunkowo i słodko tuleni w ramionach matki? Jeśli obraz ten jest szyderstwem, bo tak się zdarzyło, że nie zaznaliśmy miłości matki, to pozostanie on przedmiotem naszej wiecznej tęsknoty i żalu. Lecz i w jednym, i w drugim przypadku to nie może trwać wiecznie, w końcu trzeba opuścić ten kraj miodem i mlekiem płynący i płakać. Baśń nie cofa się przed ukazaniem końca dzieciństwa poprzez obrazy śmierci. Wiele baśni rozpoczyna się śmiercią matki, opuszczeniem domu, wyprawieniem synów w świat, wypędzeniem rodzeństwa do lasu itp. Jeśli sama nie zamkniesz domu dzieciństwa dobrowolnie, to cię z niego wyrzucą. Tak czy inaczej trzeba pożegnać dzieciństwo mówią nam baśnie, ukazując wiele sposobów opuszczania domu: heroiczny, groteskowy, włóczęgowski, depresyjny, wesoły, buntowniczy, dziarski, tragiczny, w poszukiwaniu żony, zajęcia, rzemiosła, strachu, bogactwa, sławy, szczęścia itp.
W tle baśni, tak jak w każdym arcydziele, odnajdujemy humor, radość życia, a nawet kpinę z odwiecznej komedii ludzkiej.
Kopciuszek zatem (imię to pasuje do chłopca, jak i do dziewczynki) znalazł się na progu. Jest to miejsce tajemnicze i niepewne. Jak my wszyscy, płacze, stojąc pomiędzy przeszłością bezpieczną i pewną a wielką niewiadomą: co z nami będzie? Baśniowa transformacja nie może obejść się bez łez. Bohaterowie baśni płaczą na początku drogi, jak Kopciuszek. Płaczą i na końcu, gdy zawędrowali na koniec świata wąską nieuczęszczaną ścieżką i nie wiedzą, co dalej począć. Siadają na kamieniu i płaczą. I wówczas otwiera się ziemia, wychodzi ropucha i pyta: czemu płaczesz? Tak jak Gregor Samsa z Kafkowskiej Przemiany pyta sam siebie: Co się ze mną stało? Lecz baśń Kafki nie daje bohaterowi ani nadziei, ani pomocników, którzy chcieliby wyciągnąć go z opresji.
Pierwsze łzy Kopciuszka po śmierci matki wydają się daremne. Padają na popiół. Kopciuszek wiedzie teraz życie w popiołach. Śpi na kominie, zagrzebując się w popiele, wybiera do późnej nocy soczewicę i groch z popiołu. Symboliczne znaczenie popiołu łączy się z tym, że jest on zimną pozostałością po wygaśnięciu ognia. W niczym nie przypomina pięknego, jasnego płomienia, a jednak jest oczyszczoną esencją paliwa, dzięki któremu może płonąć ogień. Nie zauważamy nierozerwalnego związku paliwa, ognia i popiołu. Jakże ciężkie i ciemne jest paliwo, jak jasny jest ogień wydaje się, że nie mają ze sobą nic wspólnego. A jednak ogień nie będzie płonął bez swojego ciemnego, ukrytego partnera. Ciężkie paliwo ulega oczyszczeniu w ogniu i przeobraża się w lekki pył, w popiół. Popiół uchodził w wielu kulturach za symbol śmierci, przemijalności, skruchy, pokuty, ale zarazem oczyszczenia i zmartwychwstania.
Kopciuszek codziennie od świtu praktykuje triadę: paliwo, ogień, popiół; paliwo, ogień, popiół. Dochodzi do tego woda i pokarm. Tak jak w każdej kuchni, tej najbardziej nowoczesnej, jak i w tej prymitywnej, również w kuchni Kopciuszka mieszają się wszystkie cztery żywioły; woda, ogień, powietrze i ziemia, jak w alchemicznym alembiku. Efektem dźwigania, oczyszczania, rozdrabniania, podgrzewania, mieszania i łączenia jest zupa. Kopciuszek codziennie gotuje obiad, jest karmicielką rodziny. Życie w popiołach ma zatem swój ukryty sens, jest rodzajem praktyki religijnej, w której wbrew potocznym opiniom bierze udział całe ciało. Ile się trzeba nachodzić, nadźwigać, schylać i trwać w skupieniu wie dobrze każdy, kto gotuje codziennie obiad dla rodziny. Jak naucza nas Mistrz Eckhart, ugotowanie zupy dla głodnego jest stokroć ważniejsze od medytacji i modlitwy. Życie na dole, w kuchni, w popiołach właśnie dlatego, że ma głębokie znaczenie dla wszystkich aspektów psyche, nadaje dziewczynce nową tożsamość, nowe imię Kopciuszek:

„Biedactwo musiało teraz od rana do nocy ciężko pracować, wstawać o świcie, nosić wiadrami wodę, prać, rozpalać ogień na kominie i gotować. Przy tym jeszcze siostry dokuczały jej ciągle, robiły jej przykrości, jakie tylko wymyślić zdołały, wyśmiewały się z niej, wsypywały do popiołu groch i soczewicę i biedna dziewczyna wybierając je musiała nieraz siedzieć do późnej nocy. Wieczorem, zmęczona po pracy, nie miała nawet swego łóżka, kładła się na kominie, zagrzebując się w popiele. I była dlatego zawsze brudna i zasmolona; przezwano ją więc Kopciuszkiem”.

Imię to ma nieodgadniony sens. Jest w nim magia tego, co monotonne i codzienne. Jakże monotonne i nieciekawe są równiny w porównaniu z tajemniczymi pustyniami, z przyprawiającymi o zawrót głowy wodospadami, z majestatycznymi łańcuchami gór; a jednak to te zwyczajne równiny nas karmią. Jakże pospolity wygląd służącej ma Kopciuszek w porównaniu z wypielęgnowanymi siostrami, które mieszkają na piętrze, stroją się przed lustrem w perły, drogie kamienie i piękne suknie. A jednak to Kopciuszek zmieni swą tożsamość, przeobrazi się w królewnę, podczas gdy siostry będą próbowały groteskowych sztuczek z pantofelkiem. Na płaszczyźnie społecznej socjalizacji mamy tu pouczający morał o wyższości pracowitości nad próżniactwem. Lecz baśń znacznie przekracza socjologiczne moralitety, ukazuje nam tajemniczą stronę rzeczy: nieświadomość. Życie w popiołach to stan żałoby i pomniejszania, ale także obietnica przemiany i zmartwychwstania.

Łzy i gałązka leszczyny
Dzieje Kopciuszka ukazują nam paradoksalność procesu przemiany. Przemiana duchowa, wzrost, może być rozwojem oddalającym od świata. Baśń ukazuje to w obrazach opuszczenia, utraty, żałoby, pomniejszenia, umierania. Kopciuszek żyje w popiołach. Jego rozwój to opus contra naturam, dzieło przeciw naturze. Przywykliśmy do powszechnego ujęcia rozwoju duchowego jako analogii do rozwoju biologicznego, którego istotą jest potencja, rozmnażanie, powiększanie się, wzrost. Ale nie zawsze rozwój i przemiana duchowa wiążą się ze wzrostem.
Model biologiczny przeniesiony na psyche człowieka prowadzi do nieporozumień. Wyobrażamy sobie rozwój duchowy jako przyrost osobowości, lepsze przystosowanie, skuteczniejsze, płodniejsze, mniej konfliktowe życie. W poradnikach psychologicznych króluje postulat kreatywności: człowiek powinien rozwijać się, wzrastać, mieć dzieci, coś robić, coś tworzyć, więcej znaczyć, więcej odczuwać. Wzrost rozumiany jest wyłącznie jako zwiększenie, wzbogacenie się duchowe, poszerzanie świadomości wzrost bez śmierci i umierania. Gdyby Kopciuszek przeobrażał się według tego biologicznego modelu, to przede wszystkim poprawiłby swoją komunikację z siostrami, ułożyłby się ze światem, zrozumiałby, że trzeba się lepiej przystosować, być dojrzalszym, asertywnym itp., lecz wówczas nie byłoby baśni, lecz opowieść o tym, jak zrobić karierę.
Kopciuszek, wbrew postulatom wzrostu i kreatywności, pomniejsza się, wycofuje się ze świata, rozwija się w sposób niewidoczny żyje w popiołach. Przejawy jego rozwoju przeczą światu, życiu i ciału: nie dba o wygląd, pozostaje w konflikcie z całą rodziną, jest płaczliwy, nie walczy o swoje, nie ma poczucia własnej wartości, jest za dobry, nie umie negocjować, daje się wykorzystywać itp. Bezcennym skarbem, jaki zachowała dla nas baśń o Kopciuszku, jest paradoks wzrostu jako pomniejszenia. Ten paradoks alchemicy przedstawiali jako Kamień, który nie rośnie i jest niezmienny. Przemiana Kopciuszka zdaje się postępować w dół i w głąb, a także ku duchom zmarłych. Efektem tego jest mniejsza osobowość. Kopciuszek żyje w popiołach, nadwyżki paliwa ulegają spaleniu, a zostaje to, co jest trwałe, co tradycja nazywała kamieniem, diamentowym ciałem, duszą. Istotą procesu przemiany jest uszlachetnienie jakościowe, a nie wzrost ilościowy. Trudno to dostrzec, ponieważ proces ten dzieje się za zasłonami popiołów.
W pięknej poetyckiej wizji Emily Dickinson udaje się uchwycić proces rozwoju jako pomniejszanie, jako intensywne doświadczenie rozpadu i bólu:

Wody – uczy pragnienie.
Brzegu – morskie przestrzenie.
Ekstazy – ból tępy jak ćwiek ?
Pokoju – o Bitwach pamięć ?
Miłości – nagrobny Kamień ?
Ptaków – Śnieg.

Kopciuszek, na przekór procesom przystosowania i socjalizacji, przeobraził się w ukryciu w indywidualność. Baśń ukazuje to w postaci ekscentrycznych i niestandardowych zachowań. Kopciuszek nie boi się być sobą, chodzi swoimi drogami, nie tam, gdzie wszyscy. Zna drogę na cmentarz, umie oddzielać soczewicę z popiołów (dobro od zła), wie, gdzie jest ukryte wejście do ogrodu, rozmawia z ptakami i zmarłymi, potrafi wspinać się po drzewach, znikać w gołębniku, ukryć się przed tłumem, a gałązkę leszczyny podlewa wcale nie wodą z konewki, lecz łzami. Doprawdy nikt już nie umie sobie „poradzić” z tą upartą dziewczyną, może powinna udać się do psychoterapeuty? Nie wiadomo, o co jej chodzi.
Lecz baśń wie. Dziewczynka stała się sobą i nie boi się nią być. Zuchwale doświadcza rzeczywistości i tak jak zgodziła się na pomniejszanie, tak teraz godzi się pozostać sobą. Jej zuchwałość posuwa się do tego, że podstępem zmusza ojca do zgięcia się, do złożenia ukłonu, do zaangażowania się w jej sprawy. Ojciec pozostałby bierny, gdyby nie dziwna prośba Kopciuszka:

„Wybierał się razu jednego ojciec jej na jarmark i zapytał pasierbic, co im przywieźć.
– Piękne suknie – odrzekła jedna.
– Perły i drogie kamienie – dodała druga.
– A ty czego chcesz, Kopciuszku? – zwrócił się ojciec do córki.
– Ułam mi, ojczulku, pierwszą gałązkę, która trąci twój kapelusz, kiedy będziesz powracać – odrzekł Kopciuszek”.

Prośba Kopciuszka jest nie z tego świata. Zamiast zażądać, tak jak siostry, bogatych upominków, ona myśli o grobie. Czas zasadzić na nim gałązkę leszczyny. Dlaczego Kopciuszek sam sobie nie zerwie gałązki? Dlaczego dziewczyna ukrywa przed ojcem, że chodzi na grób matki? Są to jej ukryte zamysły, których efektem jest poruszenie ojca, przeciągnięcie go na swoją stronę. Ojciec wychodzi z ukrycia, nie jest już tylko „zapomnianą” postacią, nie jest już tylko „winny” za śmierć matki. Ma odegrać rolę pośrednika między życiem w popiołach a życiem jawnym, w nowych, pięknych szatach, w nowych pantofelkach, u boku ukochanego.
Ojciec przywozi Kopciuszkowi z jarmarku gałązkę leszczyny. Pierwsza ukochana matka, która umarła na początku baśni, i zła macocha to dwa aspekty jednej matki. Matka kochająca bezwarunkowo i słodko musi umrzeć i zamienić się w wymagającą macochę. Wczesne dzieciństwo się kończy i przychodzi czas pożegnania, czas na samotne życie w popiołach. Ta macocha nauczyła Kopciuszka alchemii przemiany nad kuchennym piecem, to ona zmusiła Kopciuszka do wytrwałości i prostolinijności, do żmudnego oddzielania grochu z popiołu, do determinacji, do szukania pomocy u „gołąbków, turkawek i wszystkich ptaszków podniebnych”. Nauczyła Kopciuszka nie bać się. Wykonała swoje zadanie, stworzyła Kopciuszkowi świat, w którym mógł się w ukryciu rozwijać. Teraz przyszedł czas na wyjście z samotności, czas na ojca. Ojciec daje Kopciuszkowi gałązkę leszczyny.
W wierzeniach ludowych i czarach uważano, że leszczyna chroni przed złymi duchami i wężami. Leszczyna jest giętka, nie trafia jej piorun i wcześnie zakwita. Różdżka leszczynowa była ulubionym narzędziem poszukiwaczy złota i wody. Kopciuszek zasadza gałązkę leszczyny na grobie matki, podlewa ją łzami trzy razy dziennie tak skutecznie, że z gałązki wyrasta piękne drzewo. Jest to drzewo opiekuńcze. Dwa aspekty matki uległy zjednoczeniu i żyją samodzielnie w duszy Kopciuszka. Miód i słodycz miłości pierwszej matki łączą się z „okropnymi” wymaganiami złej macochy, tworząc jedno drzewo. Drzewo giętkie, którego nie ima się piorun, które pomaga dotrzeć do najcenniejszego kruszcu – złota, jakim jest teraz dusza Kopciuszka. Również ciało Kopciuszka przeobraża się, staje się zewnętrznym obrazem duszy. Dziewczynka jest giętka jak gałązka leszczyny, zręcznie jak wiewiórka wspina się na gruszę w ogrodzie i do gołębnika, biega i znika jak sarenka. Z wdziękiem wkracza na bal i jest tu najlepszą tancerką. Scena, w której przymierza niezwykły pantofelek, który „pasuje jak ulany”, weszła w krwiobieg naszej kultury jako archetyp i codziennie czaruje kolejnych słuchaczy baśni.
Łzy Kopciuszka podlewające gałązkę leszczyny są fantazją ocierającą się o surrealizm. Płyną dwoma strumieniami tak obficie, że wyrasta z nich drzewo. W tym morzu łez rozpuścił się żal Kopciuszka. W obrazie tym baśń ukazuje głęboką prawdę, która może ujść uwagi psychologom. Żal nie rodzi łez, to łzy rozpuszczają „skamieniały” żal i możemy wreszcie rozpocząć „nowe” życie. Każdy z nas doświadcza takiego wzbierania łez, gdy jesteśmy gotowi rozpuścić dręczący nas żal; za nieudanym dzieciństwem, za utraconą miłością, za tym, że to my sprawiamy ból naszym dzieciom, itp. Łzy pojawiają się pod wpływem jakiegoś przypadkowego zdania, dalekiego, niejasnego przypomnienia, melodii itp. Nie potrafimy wyjaśnić tego, co się z nami dzieje. Zwykle są to łzy na chwilę przed rozwiązaniem dręczących nas niepokojów, chwilę przed uwolnieniem się od żalu, gdy nieświadomość zbliża się i jednoczy ze świadomością. Dotąd nieświadomość pracowała długo w ukryciu w wodach przejrzystych i mętnych, a teraz przychodzi w nowej postaci z głębi naszej duszy razem ze łzami. Tak jak Kopciuszek zmienia swą postać, tak zmienia się coś w naszym wewnętrznym świecie. To Coś jest naszą nieświadomością – Wielką Panią, która przemawia do nas w snach, a także w baśniowych obrazach. Baśnie, jak oniryczny ocean tonący w mroku, wyrzucają ze swoich niezmierzonych głębi na brzeg odłamki skarbów, które są nam dziwnie znajome.

zobacz PDF

Jadwiga Wais

Artykuł opublikowany w numerze 1/2002 „Uczucie. Psychika policentryczna” pismo Albo albo. Problemy psychologii i kultury
Wydawnictwo Eneteia

www.eneteia.pl

Jadwiga Wais – dr, absolwentka socjologii Uniwersytetu Warszawskiego, adiunkt w Zakładzie Nauk Humanistycznych Akademii Medycznej we Wrocławiu, gdzie prowadzi zajęcia z historii filozofii, socjologii, psychologii medycyny, psychoanalizy, tanatologii.
(Ostatnio ukazała się nakładem wydawnictwa ENETEIA książka pani Jadwigii Wais-„Ścieżki baśni”.( Droga do mądrości wiedzie krętymi drogami. Wiele ścieżek do głębokiej wiedzy można odkryć nie tylko na uniwersytetach, ale także w baśniach, często dziś zapomnianych. Jak dowodzi tego współczesna psychologia głębi, warto badać ścieżki baśni, gdyż mówią one o ważnych, podstawowych tematach życia. Nie są to tylko fantazje dziecięce, ale zaszyfrowane perełki mądrości.)

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj poprzedni wpis:
Co choroba mówi Tobie

 Co choroba mówi Tobie Wcześniej czy później każdy człowiek zadaje sobie pytanie o sens swojej egzystencji - zaczyna szukać możliwości...

Zamknij