Droga Zen

Posted by on 10 lutego 2012 in Duchowość | 0 comments

Droga Zen

Droga Zen

Osiągnąć stan umysłu zen – oto wyzwanie, jakie słyszy się i o którym czyta w naszych czasach dość powszechnie. Zostać wyznawcą zen, postrzegać okiem zen, odżywiać się i ubierać zgodnie z zasadami zen, uprawiać ogród według zen. Kiedy odrzuci się popularne formułki, dobre na okładki magazynów, przychodzi zastanowienie: co naprawdę oznacza życie według tej metody?

 

Dwaj mnisi wędrowali błotnistą drogą.
Bardzo mocno padało. Na jednym z zakrętów
zobaczyli młodą dziewczynę w jedwabnej sukience,
która nie potrafiła przejść przez drogę.
Jeden z mnichów wziął ja na plecy i przeniósł
na drugą stronę. Drugi nie odzywał się ani słowem
aż do wieczora. Nie mogąc dłużej wytrzymać zapytał:
„Jesteśmy mnichami, nie mamy prawa zbliżać się
do kobiet. Co się stało, że to zrobiłeś”.
Drugi odpowiedział: „Ja zostawiłem dziewczynę tam,
gdzie ją przeniosłem. A ty wciąż ją dźwigasz”. Przypowieść zen

 

Życie według zasad zen oznacza kierowanie się na co dzień pogodą ducha, spokojem i zdystansowaniem się od światowych pragnień. Ale to jeszcze nie wszystko, ponieważ wartości te uznają także inne formy buddyzmu, a szczególnie od kilku lat ta jego odmiana, która znana jest jako tybetańska. Zatem zen w znacznie szerszym stopniu niż buddyzm opiera się na właściwej sobie sztuce życia, dobrego samopoczucia, prostoty i spontaniczności. Jedną z cennych właściwości zen jest to, że nie zadowala się on kształtowaniem duchowości, ale czyni z tego sztukę. Ma dzięki temu w sobie taką moc i taką czystość, że utożsamia się go ze wszystkim, co wiąże się z wdziękiem, prostotą i odarciem z cielesnej powłoki. To, co w nim ujmuje, to jego rygorystyczna surowość, która prowadzi do niezwykłej wrażliwości i całkowitej wolności. Cechuje go również bogactwo artystyczne, które sprawia, że istnieje malarstwo zen, poezja zen, ogrodnictwo zen, kuchnia zen, sztuki walki zen, co oznacza, że sens zen można nadać wszystkiemu, z czym się ma do czynienia.

Przyjęcie zasad zen nie jest wcale trudne, nie wymaga żadnych studiów, prowadzenia życia zakonnego ani podporządkowania się ascetycznym regułom. To po prostu sztuka kochania samego siebie, dążenia do istoty rzeczy, do prostoty i nietraktowania siebie zbyt poważnie. Wydaje się to proste, ale osiągnięcie tego co proste wymaga szczególnych starań. Przed zastosowaniem zen w waszym życiu powinniście zatem poznać jego zasady i zaakceptować je. Dążenie do prostoty, doskonalenie samego siebie nie jest łatwe, zazwyczaj bowiem sami komplikujemy sobie życie. Istotą zen jest przede wszystkim zaakceptowanie samego siebie i chęć dotarcia do własnej prawdy.

 

Pustka w rozumieniu wschodnim

Tak jak yin i yang, tao i te, również pustka jest w Chinach pojęciem metafizycznym. Nie chodzi jednak o pustkę, która jest całkowicie pozbawiona wszystkiego, ale o pustkę twórczą. Pojęcie to najlepiej określa stwierdzenie mistrza zen, Taisena Deshimaru:

„Chcąc otrzymywać trzeba być najpierw pustym. Jeśli butelka jest pełna wody, nie można jej napełnić dobrym winem. Kiedy ją opróżnicie, będziecie mogli to zrobić”.

Pustka to po prostu przestrzeń – umysłowa, filozoficzna albo nawet fizyczna – która nie jest wypełniona i na skutek tego może stale coś wchłaniać i tworzyć, gdyż jest wolna i nieokreślona. Wszechświat powstał z niczego, z pustki umysłowej rodzi się twórcza myśl, bowiem pustka nie jest niczym innym jak potencjalnością, tam, gdzie jest pustka, wszystko jest możliwe, podczas gdy niemożliwe jest przekształcenie czegoś, co jest pełne, ani dodanie do niego czegokolwiek.

Sami przekonujecie się na co dzień, jak istoty obciążone teoriami i przeświadczone o własnej nieomylności są w rzeczywistości ograniczone, gdyż nie stać ich na przyjęcie nieoczekiwanego. Są w stanie reagować tylko na idee narzucone z góry. W rozumieniu wschodnim być „pełnym” oznacza być pełnym przesądów. Natomiast być „pustym” to być niezidentyfikowanym i gotowym do działania zgodnie z potrzebą chwili, to żyć w świecie pełnym możliwości. Gdybyśmy mieli określić postawę zen w sensie umysłowym, to byłby to całkowity brak przesądów i uprzedzeń. Pustka według zen nie oznacza absolutnie znudzenia, jednorodności czy próżni. To główny i podstawowy punkt wyjścia, od którego może się zacząć wszelkie tworzenie. (…)

 

Zen i pokora

Ludzie, mówi Księga Przemian (I Ching), nie znoszą pychy, a kochają skromność. Zen opiera się na wartościach wynikających ze skromności, takich jak oszczędność, spontaniczność, pokora. O jakiej jednak pokorze jest mowa? W naszej kulturze, przesiąkniętej poczuciem winy w rozumieniu judeochrześcijańskim, warto przypomnieć, czym jest pokora w sensie wschodnim. Nie polega ona na poniżaniu się ani na pomniejszaniu własnych wartości, polega (jak to podkreśla dalej I Chang) na ograniczaniu tego, co jest w nadmiarze, a powiększaniu tego, czego jest niedostatek, na ważeniu rzeczy i zachowywaniu między nimi równowagi. Sens konfucjańskiej definicji pokory zawiera się najpełniej w następującym powiedzeniu: „Baran, który uważa się za tygrysa, nie jest skromny, ale nie jest nim również tygrys, któremu wydaje się, że jest baranem”.

Jak zatem widać, idee, które lansuje zen, są proste, ale możliwość ich przyswojenia nie dla wszystkich jest zrozumiała. Osiągnięcie prawdziwej prostoty wymaga bowiem często dużego wysiłku. Trudno na przykład zaakceptować siebie takim, jakim się jest; jeśli nawet ktoś rozumie, że chwalenie się nie jest stosowne, to nie tak łatwo mu pojąć dlaczego równie negatywne jest niedocenianie własnej wartości („jestem tylko zwyczajną osobą”, „nigdy tego nie osiągnę”, „nie staję na wysokości zadania” itp.). Rozumowanie takie jest według zen błędne, gdyż zawiera się w nim brak pokory, taki sam jak w innych przypadkach. W zen, tak jak w taoizmie, ważne jest utrzymywanie równości między rzeczami, przywracanie im harmonii, umieszczanie naszej własnej osobowości na właściwym poziomie, nie za nisko i nie za wysoko.

Historycznie rzecz biorąc, zen można określić jako rezultat zakorzenienia się buddyzmu w Chinach i zaszczepienia jego zasad w świecie taoizmu. Duchowo nic nie odróżniało bowiem filozofii taoizmu od chińskiego zen. Oczywiste jest zatem stwierdzenie, że chan (zen pojawił się w Chinach w okresie Średniowiecza) jest połączeniem zasad buddyzmu i taoizmu, a równocześnie stale żywotną doktryną. Oto dlaczego ten, kto chce się kierować zasadami zen, musi w sposób naturalny odnaleźć swoją własną „drogę”, swoje tao. Naturalnym tao jabłoni jest rodzenie owoców a koguta – pianie rano. Jaka jest twoja droga, twoje naturalne powołanie wynikające z filozofii zen?

 

Wschodnia droga

Bezcelowe byłoby doszukiwanie się różnic w dążeniu ludzi Wschodu i Zachodu do rozwoju własnej osobowości i duchowości. Natura ludzka jest bowiem w swojej głębi taka sama na całej kuli ziemskiej, a jej zmianę powodują tylko różnice kulturowe. Zen i inne dyscypliny, które zajmują się pracą człowieka nad sobą, starają się dotrzeć do głębi prawdziwej natury ludzkiej, do jej sedna i pokazują, jak to zrobić. Różnice między Wschodem i Zachodem wynikają głównie z wyboru stylu życia w społeczeństwie. Podczas gdy Zachód skoncentrował się głównie na zdobywaniu w sposób racjonalny rzeczy materialnych, Wschód uznał za punkt wyjścia swego myślenia i działania określenie miejsca człowieka w świecie w zgodzie z jego naturą i związkami z otaczającym go środowiskiem. Oba te światy nie są jednak oddzielone od siebie w sposób zasadniczy i w różnych okresach czyniły to samo. Był taki czas, kiedy Zachód nie różnił się zupełnie od Wschodu w metodach poszukiwań duchowości. Obecnie to Wschód – Chiny, Japonia, Indie, Azja południowo-wschodnia – walczy o zachowanie tradycyjnego myślenia w świecie coraz bardziej zdominowanym przez racjonalizm i materializm.

W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku stało się bardzo modne podkreślanie, że azjatycka duchowość jest najbardziej przydatna do rozwoju własnej osobowości. Obecnie obserwuje się bardzo interesujące zjawisko, że tradycyjne drogi duchowe całego świata, a nie tylko Azji, są odkrywane na nowo, doceniane i odtwarzane w całej ich różnorodności. Ich punkty wspólne są wydobywane na światło dzienne. To, co kiedyś uważano za „fetyszyzm” ludów pierwotnych, jest obecnie szanowane jako wielkie źródło wartości duchowych oraz integracji ze światem. To samo dzieje się z tradycyjnymi i popularnymi dyscyplinami europejskimi, z dorobkiem umysłowym starożytności, średniowiecza, filozofów z XVII wieku. Wielcy mistrzowie zen w Chinach i Japonii jako pierwsi odkryli, że zen nie jest zarezerwowany tylko dla ich własnych kultur. Duch unosi się wszędzie, spontaniczność przejawia się na całej kuli ziemskiej, bez względu na to, jaka to jest epoka. Na zachodzie byli zawsze myśliciele bliscy zen. Przykładem tego może być następująca myśl Chestertona, całkowicie odpowiadająca zasadom zen:

 

Nie można znaleźć prawdy przy pomocy logiki,
jeśli nie znalazło się jej przed posłużeniem się logiką.

 

Zastanawianie się nad znaczeniem tej wypowiedzi nie ma na celu zrozumienia właściwego jej sensu, ale zwrócenia uwagi na paradoks, jaki się w niej zawiera, a który jest sam w sobie rewelacją, objawieniem. W tym właśnie mieści się zasada taoizmu zbieżna z myślą zen.

Prowadzenie życia zgodnego z duchem zen nie oznacza przyswojenia sobie określonego stylu i modnej myśli wschodniej; polega na odkryciu i zaakceptowaniu z całkowitą szczerością i uczciwością, ale także z miłością i szacunkiem dla siebie samego – swoich własnych zalet ujawniających się w życiu codziennym; powrót do prostoty, spontaniczności, pomocy samemu sobie bez odwoływania się do innych praktykujących i zorganizowanych grup. Zen był bowiem zawsze osobistą, intymną drogą rozwoju. Poszukiwanie tego, co odpowiada każdemu z nas, odnalezienie swego środowiska życiowego, myśli, sposobów dobrego samopoczucia, które przemawiają do nas samych, a nie są narzucone przez bliskich, nawrót do naszej wewnętrznej istoty i zdecydowanie się na bycie sobą – wszystko to mieści się w pojęciu zen, o którym piszę, to nasz styl życia zen.

 

Medytacja i oświecenie

Zazen to rodzaj medytacji na siedząco, właściwej dla zen. Stanowi ona samo sedno praktyki. Chociaż wywodzi się z innych, znacznie starszych metod wyróżnia się tym, że jest to medytacja nie oparta o żaden przedmiot ani temat. Chodzi po prostu o uspokojenie umysłowe i osiągnięcie, drogą wieloletnich praktyk, stanu całkowitego obudzenia i wyobcowania, który pozwoli adeptowi zen zrozumieć swoją własną naturę Buddy. Nie jest to sposób, który prowadzi do osiągnięcia celu; często stwierdza się, że zazen ma cel w samym sobie: Posiedźcie minutę – mówi Dogen – a będziecie przez minutę Buddą.

Pozycja, jaką stosuje się w zazen, wywodzi się z indyjskiej jogi i jest pozycją lotosu: nogi skrzyżowane, stopa lewa oparta na udzie prawej nogi i odwrotnie. Plecy wyprostowane i lekko przechylone do przodu, tylna część ciała przesunięta do przodu dla zachowania równowagi. Głowa utrzymana prosto, podbródek lekko opuszczony, oczy nie zamknięte mimo przymknięcia powiek, wzrok skierowany do wnętrza. Ręce umieszczone przed brzuchem, palce dłoni lewej położone na palcach dłoni prawej, wierzchy dłoni skierowane w stronę nieba, kciuki złączone.

Celem tej medytacji jest przebudzenie, satori, które znaczy tyle co sanskryckie słowo sambodhi. Doświadczenie to jest niezwykłe, daje świadomość bycia jednością ze światem, zanik jakiejkolwiek dwoistości między nim i jednostką, nagłe zrozumienie boskiej natury każdej rzeczy. To tak, jakby „umrzeć całkowicie, żeby wrócić ponownie do życia”. Stanu satori nie osiąga się jednak tylko podczas medytacji czy nawet uprawiania zen. Wielu z nas przeżyło to doświadczenie z dnia na dzień, albo i wiele razy, w bardzo różnorodnych okolicznościach. Nieoczekiwane sytuacje mogą spowodować, że zrodzi się w nas doznanie zrozumienia prawdziwej natury świata. Chwila jasności, przebłysku w rozumowaniu, wizja wielkiego piękna, szczęśliwe wydarzenie – mogą nas wprowadzić w pewnej chwili we wszechświat, gdzie wszystko stało się nagle doskonałe, mimo że nie zmieniło swojego miejsca.
Pozornie pozostało takie same jak dawniej, ale natura tego, co się widzi, stała się zupełnie inna. (…)

 

Estetyka zen

Słowo „zen” kojarzy nam się z estetyką, która opiera się na prostocie i doskonałości. Sądzę, że takie przekonanie powstaje w nas całkowicie spontanicznie: w naszym społeczeństwie, które wydaje się aż pękać od przedmiotów, słów, nadmiaru we wszystkim, nieładu, rozdźwięku i gdzie znaki orientacyjne są coraz trudniejsze do rozpoznania, wszystkich zaskoczyło odkrycie z dnia na dzień zdumiewającej zwięzłości sztuki zen czy to w urządzaniu ogrodów czy też w malarstwie tuszem. Każdy z nas podziwiał odwagę estetyczną, która polegała na pozbyciu się tego, co zbędne i trzymaniu się istoty rzeczy. Najsławniejsze ogrody zen nie były przecież niczym innym, jak przedłużeniem żwiru rozsypanego wokół kilku skał. Najbardziej reprezentatywne obrazy wyobrażały zwykłe koło nakreślone zamaszyście tuszem. Nie wielobarwne obrazy, a spontaniczne linie zawierały w sobie cały wszechświat, dzięki nagromadzonej w nich emocji i wewnętrznej siły ducha, która ożywiała rękę artysty. Nie sposób było nie zachwycić się oszczędnością środków, dzięki której powstawały tak piękne rzeczy. Wywołuje ona spokój, w tym który ją podziwia, a wypływa ze spokoju wewnętrznego tego, który stworzył te dzieła.

Zauważyliście z pewnością, że o wiele łatwiej pracuje się w pokoju uporządkowanym niż w takim, w którym panuje nieład. Wydaje się, że energia naszego umysłu łatwiej w takich warunkach przepływa, a inspiracja przychodzi bez trudności. Niektórzy pisarze nie są w stanie przystąpić do pracy, zanim nie pościelą łóżka. Inni uważają, że lepiej pracuje im się w nocy, gdyż w dzień – jak twierdzą – oddziaływanie umysłowe osób aktywnych przeszkadza im w koncentracji. Kiedy kończy się dzień pracy dla większości ludzi, artysta malarz czy pisarz czują się zdolni do skorzystania z tej uwolnionej przestrzeni umysłowej i podjęcia pracy w spokoju. To jest stara azjatycka zasada, której słuszność możemy sprawdzać każdego dnia: nigdy nie zdołamy lepiej się skoncentrować, jeśli nie wytworzymy wokół siebie trochę pustki, nie uporządkujemy swojego życia w sensie materialnym i moralnym. To stwierdzenie doprowadziło mnie do przywołania pojęcia pustki twórczej, tak ważnej na Dalekim Wschodzie, która stanowi istotę nauki zen i taoizmu.

Wszyscy wiemy, że w koncepcji wschodniej wszechświatem rządzą dwie siły: yin i yang, czyli siła ciemna, żeńska, zimna i pasywna oraz siła jasna, męska, gorąca i aktywna. Siły te nieustannie na siebie wpływają i dzięki temu tworzy się w każdej chwili złożoność wszechświata. Tajemnica tego oddziaływania zawiera się w Prawdzie Najwyższej, którą Chińczycy nazwali tao, czyli „droga”. Ta Droga jest niepoznawalna, nieuchwytna, nie do nazwania i nie do określenia, ale jest ona wszechobecna a my znajdujemy się stale w jej zasięgu. Cnota czyli te wyznacza, według koncepcji chińskiej, prawidłowe zachowanie człowieka wobec tao, czyli tej drogi. Tytuł słynnego Tao-te King, dzieła mędrca Lao-Tsu nie jest niczym innym, jak Księgą Drogi i Księgą Cnoty.

 

Pracować nad sobą

Przyjęcie stylu życia zen to o wiele więcej niż zachowanie spokoju, kiedy kolega w biurze zatruwa nam życie czy też spóźniliśmy się rano na autobus. To wyzbycie się utrwalonych przesądów, osiągnięcie własnego sposobu myślenia, medytowanie zgodnie z naturą i wybieranie z naszego otoczenia tego, co jest dla nas korzystne. To powrócenie do podstaw życia naturalnego, bardziej prawdziwego. (…)
Doświadczenie zen jednego człowieka nie będzie takim samym przeżyciem dla drugiego, nawet jeśli kierują się oni tym samym stanem umysłu, który przedstawiłem poprzednio.

 

Znaleźć naszą własną drogę zen i nasze własne tao

Nie jest moim zamiarem pomaganie wam w znalezieniu waszej własnej drogi zen w oparciu wyłącznie o wzory japońskie czy chińskie. Są one bowiem tylko częścią całości, gdyż, jak zauważyliście, stan umysłu podobny do osiągniętego dzięki zen objawiał się faktycznie wszędzie na świecie. Studiowałem wszystkie możliwe metody w zbiorze dawnych doktryn religii ziemi, codziennej magii; zalecenia ich są wypróbowane, skuteczne, stare jak nasza ziemia i nie zadające gwałtu. Korzyść płynąca z nich polega na tym, że pomagają nam one wrócić do tego, co uważano za sztuki życia w przeszłości, zaktualizować je i przystosować do naszej epoki.

Główna zasada postępowania brzmi: „pomóż sobie sam, a niebo ci pomoże”; modlitwa, inwokacja są ważne, ale zawsze jest jeszcze jakiś gest do zrobienia, decyzja do podjęcia, czasami jakieś zawirowanie do przedyskutowania z samym sobą czy wysiłek do pokonania. Trzeba odwoływać się bardziej do własnych zasobów niż do pomocy eksperta, praktyka czy guru. Uwaga! Nie chodzi tu wcale o zamykanie się we własnej medytacji czy w wytworzonym przez siebie świecie. Wszystko powinno być na swoim miejscu. (…)

W życiu codziennym jesteśmy przytłoczeni nakładającymi się na siebie wpływami, krzyżującymi się falami, które wywierają niekorzystny wpływ na nasze samopoczucie i pochłaniają wiele naszej energii. Coraz trudniej zachować nam własną osobowość. Droga zen pomoże wam oczyścić się, odnaleźć ścieżkę życia i uczynić waszą codzienność bardziej zharmonizowaną z wami samymi. Z wami samymi i z innymi: te zasady życia pomogą wam bowiem nie tylko odkryć na nowo was samych, ale również odkryć innych, nawiązać z nimi kontakt w oparciu o prostotę i bezpośrednią łączność. Tylko ten, kto kocha siebie samego, może kochać innych i być przez nich kochany. Tylko ten, kto osiągnął spokój umysłowy, może z sukcesem kontaktować się z innymi.

 

zobacz PDF

Didier Derlich „Zen. Sposób na życie w trzecim tysiącleciu”
Wydawnictwo FILAR

www.filar.ibz.pl

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przeczytaj poprzedni wpis:
Jagoda Acai – superowoc

Jagoda Acai – superowoc Jeszcze w latach 90. ubiegłego stulecia o dobroczynnych właściwościach jagód Acai wiedzieli tylko rdzenni mieszkańcy Ameryki...

Zamknij